Jeśli myśleliście, że w grudniu nie może wyjść nic, co trafi na listę najlepszych polskich gier 2018 roku, jesteście w błędzie.

Długo ekipa Thing Trunk kazała nam czekać na swoją debiutancką produkcję. Momentu zapowiedzi już nie pamiętam, bo sam early access trwał aż 2,5 roku. Book of Demons jest już jednak dostępne w wersji 1.0. Po dwóch dniach, w czasie których przeszedłem cała kampanię, wiem że warto było tyle czekać.

Ścieżka do grywalności

Pierwsza rzecz jaka wrzuca się w oczy w Book of Demons to sposób poruszania się. Zamiast pełnej swobody twórcy zaproponowali ograniczenie do pojedynczych ścieżek, z których nie da się zejść. Początkowo ciężko mi było zrozumieć ten mechanizm, ale w praktyce okazał się on bardzo udany. Po prostu klikamy w atakujących nasz wrogów. Wystarczy, że znajdziemy się odpowiednio blisko. Nie czuć w żaden sposób, że brakuje swobody.

Klikanie na wrogów jest satysfakcjonujące, mimo iż nie wiąże się z klasycznymi dla gatunku mechanizmami jak tona śmieci wypadająca ze wszystkich poległych przeciwników. Jedyne co możemy uzyskać to złoto. W skrzyniach z kolei znajdują się karty, które służą do ulepszania postaci. Ważne w Book of Demons jest, aby stworzyć ich odpowiedni komplet, który będzie odpowiadać naszym preferencjom. Nie ma w grze zdobywania nowego sprzętu (broń czy zbroja), a więc jedynie karty pozwalają na zwiększanie możliwości naszego bohatera. Te oczywiście można z czasem ulepszać. Jest więc jakiś klasyczny element RPG.

Papierowy świat

Świetną rzeczą w Book of Demons jest design świata. Wszystko jest stylizowane tak, aby wyglądało jak wykonane z papieru. Idealnie pasuje do tego nasz bohater skaczący po swojej ścieżce niczym przesuwany w grze planszowej. Bardzo cenię sobie gry, które mają pomysł na styl wizualny, a więc Book of Demons ma ode mnie mocnego plusa.

Komitet Ochrony Myszek Komputerowych przeciwko Book of Demons

Jeśli ktoś ucierpiał na mojej dwudniowej zabawie w Book of Demons, to jest to bez wątpienia myszka. Walka opiera się przede wszystkim na wciskaniu lewego przycisku gryzonia, a więc w czasie kilku godzin zabawy robiłem to wyjątkowo często. W szczególności pod koniec gry (zejście do Piekła, czyli trzeciego obszaru) moja myszka dostawała niesamowity wycisk.

Jeśli więc miałbym się do czegoś przyczepić, końcówka gry nadaje się do tego idealnie. W mojej opinii twórcy nieco tam przesadzili. Wystarczyło, że pojawiłem się na planszy i z miejsca zaatakowała mnie armia wroga. Więcej było wtedy szybkiego klikania niż przemyślanej strategii czy po prostu przyjemności z pokonywania wrogów. Finalnie więc ostatnie etapy nieco mnie wymęczyły. To zdecydowanie najefektowniejszy, ale równocześnie najsłabszy fragment całości.

Werdykt – warto

Zdecydowanie polecam zagranie w Book of Demons, bo to jedna z lepszych rodzimych gier 2018 roku. Ładna, wciągająca i z oryginalną mechaniką. Oby jak najszybciej zespół Thing Trunk wydał swoją produkcję na konsolach, aby jeszcze więcej osób mogło zapoznać się z tym tytułem. Jeśli jednak ktoś ma wybór, rekomenduję zabawę na PC. W Book of Demons wygodniej steruje się używając myszki i klawiatury niż pada.

Mam również nadzieję, że na kolejną odsłonę Return 2 Games nie będziemy musieli tyle czekać. Strasznie ciekawi mnie co chłopaki z Thing Trunk wymyślą w swojej drugiej produkcji. Book of Demons pokazało, że świetnych pomysłów im nie brakuje.

Comments

comments

Jedna odpowiedź