W państwie najwspanialszym spośród wszystkich słowiańskich – owszem, mam na myśli Polskę – każdy obywatel jest „specjalistą od wszystkiego”. Istnieje masa kwestii, w których czujemy się ekspertami. W czołówce ulubionych tematów służących do pokazywania innym, że „moja racja jest najmojsza” od zawsze znajduje się polityka. Z tego powodu nie może dziwić, że powstają kolejne produkcje, w których gracz ma okazję naprawić lub popsuć najróżniejsze trybiki aparatury państwowej. Jujubee spróbowało zmierzyć się z tym tematem w Realpolitiks – jak studio wywiązało się ze swoich obietnic przedwyb… przedpremierowych?

Ludzie z Jujubee znają swoją wartość, czego dowodem może być pierwszy, a w dodatku zaskakująco przyjemny kontakt z Realpolitiks. Na przysłowiowe „dzień dobry” wita nas czterech największych aktorów ogólnoświatowego teatru politycznego – Angela Merkel, Władimir Putin, Barack Obama i Donald Trump – którzy grają w produkcję Polaków na grafikach okraszonych komiksową oprawą. Szkoda, że animusz ten wyparowuje gdzieś w chwilę po uruchomieniu właściwej gry, gdy po raz pierwszy doświadczamy bardzo słabej (chociaż nieustannie poprawianej) rodzimej wersji językowej, w której o błędy ortograficzne, językowe i interpunkcyjne potykałem się niemal co chwilę. Trudno nie użyć słowa wstyd w kwestii staranności przygotowania polskiej wersji gry przez katowickie studio. Niemniej jednak zacisnąłem zęby i starałem się wgryźć w ten świat, co również łatwe nie było. Gra posiada bowiem minimalistyczny samouczek, który tłumaczy wyłącznie podstawy podstaw – między innymi poruszania się w gąszczu tabelek i mnogości statystyk zawartych w produkcji. Jest on jednak stosunkowo nieczytelny, głównie przez nieintuicyjne użycie symboli poszczególnych wskaźników (np. czerwona strzałka wykresowa oznaczająca PKB) w tekstowych poradach przed ich nazwą pisaną, co zwyczajnie utrudnia czytanie. A wystarczyło każdy piktogram umieścić w nawiasach i po danej nazwie, aby ułatwić przyswajanie wskazówek.

Ludzki Pan: The Game

W telegraficznym skrócie zabawa w Realpolitiks polega na zręcznym manewrowaniu pomiędzy własnym budżetem, relacjami z innymi krajami i wprowadzaniem kolejnych projektów politycznych (dotykających m.in. polityki wewnętrznej i zagranicznej, ale i kwestii ekonomicznych oraz powiązanych z siłami zbrojnymi). Każdy projekt wiąże się z jednorazowymi kosztami jego wprowadzenia oraz cyklicznymi kosztami utrzymania. Dotykają one wielu statystyk naszego państwa – między innymi obniżają (lub podwyższają) bezrobocie, ale wpływają również na m.in. poziom agresji (im wyższy, tym bardziej agresywnym krajem na arenie międzynarodowej jest nasze państwo), wielkość armii czy wzrost PKB.

Po samouczku Realpolitiks zaczyna nabierać rumieńców – na samym początku musimy wybrać jeden z trzech scenariuszy globalnych. Do ich rozegrania twórcy sugerują wybranie jednego z kilku krajów, dla których przygotowane zostały inne narracje i cele główne. Niemniej nic nie stoi na przeszkodzie, aby zagrać dowolnym państwem rozpościerającym się na politycznej mapie świata – każde z nich ma inny ustrój polityczny oraz poziom rozwinięcia gospodarki i sił zbrojnych. Na pierwszy ogień poszła oczywiście Polska – po kilku godzinach gry zostałem rozgromiony przez Rosję, a resztka zarządzanej przeze mnie ojczyzny popadła w niewyobrażalne długi. Spróbowałem jeszcze drugiego i trzeciego podejścia. I tu wtrącić można, że bardzo ciekawie rozwiązane są w Realpolitiks elementy związane z wojną pomiędzy krajami – toczone są one w okienku, w którym turowo trzeba wybierać akcje dywersyjne, jak przejmowanie lotnisk czy zajmowanie strategicznych miast. Muszę przyznać, że za każdym razem zostawałem prędzej czy później rozgromiony przez ościenne mocarstwa, niemniej rozgrywka była niezwykle emocjonująca. Wokół gęsto było od zawieranych sojuszy i toczonych wojen, a wirtualna geopolityka zmieniała się bardzo dynamicznie. Problem leży tu jednak w bałaganie poszczególnych opcji – samouczek nie tłumaczy dostatecznie dobrze wielu relacji wpływających na nasz wynik w grze (chociażby o co dokładnie chodzi w „wyborach”, które cyklicznie wpływają na zmiany wewnątrzpaństwowego ustroju i jak dokładnie możemy wpływać na wskaźniki regulujące ustrój). Dopiero przy czwartej próbie byłem w stanie pokierować nadwiślańskim krajem w ten sposób, aby podporządkował sobie niemal całą Europę. Szkoda jednak, że wiedzę jak to zrobić zdobyłem empirycznie, a nie z samouczka. Należy też wspomnieć o kilku bugach – chociażby niemożność utworzenia Międzymorza, pomimo spełnienia wszystkich warunków. Ubytki te nie wpłynęły jednak potężnie na całkowity odbiór produkcji.

Ile symulacji w symulacji?

Zresztą Realpolitiks jest niezwykle nierówne – odnoszę wrażenie, że wyłącznie kierowanie państwem, którego obywatelem jest się w świecie rzeczywistym, jest w stanie zapewnić dłuższą zabawę. Sprawdziłem to zresztą kierując w jednej z kampanii Stanami Zjednoczonymi – konflikt z Kanadą i krajami Ameryki Łacińskiej może się komuś spodobać, niemniej jednak największą frajdę sprawiło mi przyłączenie Kresów do Rzeczpospolitej, wykreślenie Rosji z map świata i zapełnienie Skarbu Państwa funduszami, które kilkunastokrotnie mogłyby spłacić cały dług USA. Najwięcej przyjemności dała jednak nie sama potęga, a proces dochodzenia do niepodzielnej władzy, podczas którego kraje ościenne stanowiły dla mnie konkurencję militarną i gospodarczą. Po objęciu przez Polskę terenów większej części Europy zabrakło zwyczajnie celu, bo wiadome było że w dalszej części gry nie czeka żadne wyzwanie. Magia produkcji topnieje więc z zyskiwaniem wszechwładzy, a to znów wiąże się z wieloma głupotkami. Pierwszy z brzegu przykład – w pewnym momencie Polska okazała się najważniejszym członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Moje zapędy imperialistyczne były jednak zbyt wielkie i ONZ wysłało przeciwko mnie armię, która miała powstrzymać moje podboje. Wojska sojuszu rzecz jasna rozgromiłem, ale członkiem ONZ wciąż byłem i mogłem proponować nowe traktaty. Zresztą Realpolitiks jest „realne” wyłącznie z nazwy, a wszelkie procesy zostały tu mocno uproszczone i przypominają wirtualną grę planszową, a nie prawdziwy teatr polityczny – mamy tu chociażby jedną walutę traktowaną jako „pieniądze”, zdarzenia losowe wpływające na globalną i lokalną sytuację polityczną oraz „punkty akcji” pozwalające na przepychanie kolejnych projektów oraz reagowanie na wypadkowe wydarzenia. I po ograniu tytułu przez prawie 40 godzin nie traktowałbym tego jako minus – niemniej jednak tytuł może płatać figle naszej wyobraźni i doszukiwać się nie wiadomo jakich symulacji.

Podsumowując – wkroczenie Jujubee na salony polityczne można uznać za całkiem udane, jednak produkcji jeszcze wiele brakuje do wytrawnego politykowania. W poczet plusów na pewno zaliczyć można komiksowe grafiki i ogólną oprawę graficzną, a także emocje, które produkcja niejednokrotnie wywołuje – szczególnie podczas walk i gdy Chińczycy roszczą sobie prawa do pierwszej na księżycu, polskiej kolonii. I pomimo tego, że gra się całkiem przyjemnie, to minusów wypunktować tu można naprawdę wiele – od głupotek i nielogiczności bazującymi na relacjach międzynarodowych, aż po zawiłości związane z ogromem zmiennych generowanych na mocy wprowadzanych kolejno projektów. Niemniej jednak Realpolitiks polecić mogę z czystym sumieniem – szczególnie graczom, którzy chcieliby ujrzeć polski Lwów i mają dostatecznie dużo samozaparcia, by tego dokonać.

Comments

comments