Gra o Powstaniu Warszawskim to marzenie wielu graczy w Polsce. Wreszcie się spełniło. Nie takiej produkcji jednak chcieliśmy. Nie jest to jednak powód do smutku.

My Memory of Us wykorzystuje okupację Warszawy w sposób symboliczny, ale i tak robi to lepiej niż wszystkie inne produkcje podejmujące tę tematykę razem wzięte. Tutaj historia pokazana jest w sposób metaforyczny, pełny stylistyki charakterystycznej dla bajki, a nie produkcji stawiających na realizm. Nie ma Nazistów, są złe roboty. Nie ma Żydów, są ludzie z niezrozumiałego dla protagonistów powodu noszący czerwone, uderzające w oczy w czarno-białym świecie ubrania. Wszystko jest tak skonstruowane, aby o dramacie II wojny światowej mogły dowiedzieć się czegoś również dzieci. Dorośli też znają dla siebie coś ciekawego w My Memory of Us.

Pod względem rozgrywki debiutancka produkcja Juggler Games najmocniej przypomina ubisoftowe Valiant Hearts. Mechanika to przede wszystkim drobne elementy zręcznościowe i zagadki logiczne. Sporo jest również momentów, w których gameplay schodzi na dalszy plan, a pierwsze skrzypce gra klimat, historia i świat. Grę można więc przejść całkiem płynnie, ciesząc się przystępną i dosyć zróżnicowaną rozgrywką. Nie brakuje w niej nawet drobnych zagadek logicznych. Wszystko, czego można oczekiwać od takiej produkcji. Jedyne do czego mógłbym się doczepić to etap w sierocińcu, z którym miałem pewne problemy. Nawet rozmawiając z Michałem, którego prosiłem o pomoc w rozwiązaniu jednej zagadki logicznej, otrzymałem potwierdzenie, że nie tylko ja utknąłem w tym miejscu. Lubię, jeśli grę przechodzi się płynnie, dlatego moja recenzja My Memory of Us nie mogła obejść się bez zwrócenia na to uwagi.

Oszczędzając wszystkim czas mógłbym napisać o rozgrywce tylko tyle, że stoi na satysfakcjonującym poziomie. Nie wyróżnia się niczym innowacyjnym, ale nie sprawia również problemów. Tego można było oczekiwać po My Memory of Us. Zaoszczędzone miejsce wolałbym przeznaczyć na otoczkę, bo to ona stanowi o sile produkcji Juggler Games. Na wstępie oprawa wizualna, która jest jednym z największych atutów gry. Cały świat to paleta odcieni czerni i bieli. Na tym tle czerwone elementy (tak również zaznaczone są przedmioty do zebrania) mocno się wyróżniają i dodają stylistyce uroku. Całość wygląda więc świetnie pod względem graficznym, ale i równie dobrze sprawdza się w budowaniu całego przekazu gry.

Rewelacyjnie na tym tle wygląda prawie non stop uśmiechnięta para dzieci, którą w My Memory os Us przyszło nam sterować. Pokazanie wojny z tej perspektywy ma swój urok i pozwala wpleść w historię wiele nieoczywistych elementów. Dzieci jak to dzieci, zawsze nieco inaczej podchodzą do rzeczywistości. Nie dziwić więc powinno, że nasi bohaterowie rozwieszali plakaty zachęcające do walki z robotami tylko po to, aby otrzymać łyżwy i móc na nich pojeździć. Perspektywa dziecka zawsze jest nieco inna. Czasami nawet ciekawsza niż kolejna, pełna dramatów historia dorosłych.

Spotkanie z bohaterami tamtych czasów

Warto wspomnieć, że w My Memory of Us pełno jest odniesień do prawdziwych wydarzeń i osób związanych z Powstaniem Warszawskim. Po drodze spotkamy między innymi Irenę Sendlerową, Władysława Szpilmana czy Janusza Korczaka. Tylko ten ostatni jest wymieniony z imienia, pozostałych rozpoznają wyłącznie najbardziej spostrzegawczy. Nie będę ściemniać, że sam się do nich nie zaliczam. Pozbierałem jednak kilka znajdziek i z poziomu menu głównego mogłem dowiedzieć się, jakie postaci historyczne pojawiły się w grze. To spora wartość edukacyjna My Memory of Us. Wracając jednak do Janusza Korczaka (tutaj akurat domyśliłem się o kogo chodzi), zastanawia mnie dlaczego jest to jedyna wymieniona z imienia postać w grze. Wyglądało to dla mnie raczej na brak konsekwencji, a nie zamierzone działanie.

My Memory of Us ma więc całkiem spory potencjał edukacyjny. Ze względu na charakter opowieści i stylistykę, produkcja Juggler Games może być świetnym rozwiązaniem dla dzieci. Tym bardziej szkoda, że w grze nie ma trybu kooperacji. Oczami wyobraźni widzę nawet specjalny „tryb nauczyciela”, w którym rodzic może bawić się z dzieckiem i przy okazji opowiadać mu razem z grą o wydarzeniach, które miały miejsce w getycie warszawskim. Przykładowo w momencie, w którym gdzieś w tle pojawia się wspomniany wyżej Szpilman, gra mogłaby to jakoś sugerować i skrótowo przedstawiać sylwetkę kompozytora. Z kolei w momentach, w których sterujemy tylko jednym bohaterem, kontrolę przejmowałoby zawsze dziecko. Może takie specyficzne podejście do kooperacji nieźle by się sprawdziło.

Jeśli widzieliście już w Internecie inne, mniej optymistyczne recenzje, moja pewnie jaki się jako hurraoptymistyczna. Uważam jednak, że My Memory of Us zabrakło promocji i rozgłosu. Nieznane studio, wydawca z kiepskim portfolio i niewielki hype na świecie. Myślę, że takim grom znacznie ciężej jest się przebić. Recenzenci największych serwisów internetowych na świecie mniej im wybaczają, częściej czepiają się drobiazgów i zazwyczaj kończą teksty przeciętnymi notami. Jest to znacznie prostsze niż skrytykowanie produkcji, która przed premierą sprzedawana była jako coś ambitnego i wartościowego.

My Memory of Us nie zasługuje jednak na to. To piękna opowieść, ze wzruszającym zakończeniem, wspaniałą oprawą wizualną i równie genialną muzyką. Ta gra ma na siebie pomysł i zrealizowana jest na wysokim poziomie. Perełka, która pewnie łatwo przepadnie bez echa. Wielka szkoda, bo chciałbym widzieć więcej takich projektów. Widać w tej grze pasję i chęć stworzenia czegoś ambitniejszego. Osobiście gdybym miał zestawić My Memory of Us z Valiant Hearts, bez zastanowienia postawiłbym na naszą, rodzimą produkcję. Szkoda jednak, że przy jej uruchomieniu nie pojawia się okrągłe logo Ubisoftu.

Comments

comments

Jedna odpowiedź